Las Mądrości pachniał miodem, świeżą trawą i porannym zamieszaniem. Słońce zaglądało między gałęzie, a ptaki chichotały wysoko wśród liści. Nagle spokojny poranek przerwało głośne:
– Bęc! Brzdęk! Ojejku!
To Szczurek Gburek próbował strącić z drzewa dojrzałą gruszkę. Owoc jednak ani drgnął. Zamiast niego na ziemię spadły trzy szyszki, stary kapelusz i bardzo zdziwiona biedronka.
Ten hałas obudził Liska Dobruska, który wyjrzał przez okno swojego domku na drzewie. Najpierw spojrzał w dół, lecz po chwili jego uwagę przyciągnęły ptaki krążące wysoko nad lasem. Jedne machały powoli skrzydłami, inne mknęły z wiatrem, a wszystkie razem tworzyły na niebie magiczny taniec.
– Też chcę latać! – zawołał radośnie i aż podskoczył z zachwytu.
Zaraz jednak spojrzał na swoje łapki i westchnął.
– Skrzydeł nie mam… Ale skoro wiatr potrafi unosić liście, piórka, a czasem nawet kapelusz Szczurka Gburka, to może poniesie także coś, co sam zbuduję?
Oczy Liska rozbłysły. Po chwili założył biały plecak, wybiegł z domku i zabrał się za budowę latawca.
Jednak nie było to takie łatwe, jak przypuszczał Dobrusek. Patyczki ciągle wypadały mu z łapek, kolorowa folia wciąż się zaginała, a cienki sznurek plątał się wokół wszystkiego.
Nagle sznurek owinął puszysty, rudy ogon Liska, a potem zaplątał się wokół jego łapek. Dobrusek chciał zrobić krok, ale nadepnął na luźny koniec sznurka i…
– Bęc! – przewrócił się na miękką trawę.
– Oj… zaraz… ech, nie tak… – mruknął rozdrażniony Lisek.
Szarpnął się raz, potem drugi, próbując wydostać się z pułapki. Wtedy folia mocno się napięła i… TRACH! Pękła.
– No nie! Do niczego się nie nadaję! – zawołał głośno. Rzucił patyczki pod krzak i usiadł na drewnianych schodkach, chowając pyszczek w łapkach.
W tej samej chwili zza paproci wychyliła się Wiewióreczka Chichoteczka w skarpetkach nie do pary, podskakując w rytm piosenki, którą sobie nuciła.
– Hopsasa, Dobrusku! Co tak siedzisz z miną jak miś bez miodu?
Lisek wzruszył ramionami.
– Chciałem zrobić latawiec… ale wszystko mi się psuje. Nic nie wychodzi tak, jak trzeba.
Chichoteczka przysiadła się obok niego, machając nogami.
– To normalka! – zawołała wesoło. – Pamiętasz, jak próbowałam zatańczyć obrót na jednej nodze i wpadłam do kałuży? Potem do doniczki? A później… na Mrówkę? No właśnie! Ale się nie poddałam! I teraz… no prawie mi wychodzi, hihi!
Dobrusek parsknął śmiechem.
– To może czas porozmawiać z kimś, kto zna się na takich sprawach? – zapytała Wiewióreczka. – Na przykład z Sówką Wiedzulką?
Nie czekając dłużej, Lisek zarzucił biały plecak i ruszył przez las w stronę Dębu Mądrości. Chichoteczka została przy drewnianych schodkach, obiecując, że zaczeka na jego powrót i przypilnuje porzuconych patyczków oraz resztek kolorowej folii. Po chwili Dobrusek dotarł do domku Wiedzulki.
Wnętrze pachniało suszonymi liśćmi, książkami i herbatką. Na środku, wśród miękkich poduszek i stosów otwartych ksiąg, siedziała Sówka.
– Dzień dobry, Lisku – powiedziała, poprawiając różowe okulary. – Co dziś sprowadza cię do mojego domku?
Dobrusek usiadł cicho na pniaku przykrytym puszystym mchem.
– Chciałem zbudować latawiec, ale wszystko robię źle. Plączę sznurek, targam folię… Chyba się do tego nie nadaję.
Wiedzulka przyglądała mu się przez chwilę, po czym zadała pytanie:
– A czy są rzeczy, które dziś potrafisz, a kiedyś ich nie umiałeś?
Lisek pomyślał.
– Tak. Nauczyłem się jeździć na rowerku, choć wcześniej ciągle się przewracałem.
Sówka kiwnęła głową.
– A jak się tego nauczyłeś?
– Próbowałem wiele razy. Czasem przewracałem się, ale z każdą próbą szło mi coraz lepiej.
Wtedy Wiedzulka uśmiechnęła się lekko.
– No właśnie, Dobrusku. Błąd nie oznacza przegranej. To znak, że uczysz się czegoś nowego.
Lisek uniósł brwi.
– Czyli nieudane próby też są potrzebne, żeby się czegoś nauczyć?
– Dokładnie. Każda próba to krok do przodu i okazja, by dowiedzieć się czegoś nowego. Dlatego nie trzeba bać się błędów. Każdy z nich może ci pokazać, co następnym razem zrobić inaczej.
Dobrusek wyprostował się, a w jego oczach znów pojawił się radosny błysk.
– To spróbuję jeszcze raz! – powiedział z nową energią.
Po powrocie pod domek Lisek wraz z Wiewióreczką cierpliwie rozplątali sznurek, wycięli nową folię i mocno związali drewniane patyczki. Gdy wszystko było gotowe, pobiegli na Wietrzne Wzgórze. Ciepły, letni wiatr delikatnie szumiał w trawie. Dobrusek wypuścił latawiec z łapek, a ten wzbił się wysoko, prosto w stronę chmur pomalowanych blaskiem zachodzącego słońca.
Gdy nastał wieczór, a wokół zaczęły delikatnie świecić leśne grzyby, Lisek usiadł na tarasie swojego domku. Sięgnął do plecaka, wyciągnął żółty pamiętnik i zapisał:
„Dziś nauczyłem się, że każdy błąd uczy mnie czegoś nowego i przybliża do spełnienia marzeń”.
Dobrusek schował pamiętnik i położył się w łóżeczku. Naciągnął kocyk po same uszka, zamknął oczy i zasnął, słuchając cichego szumu wiatru.
Podobała Ci się ta historia? Twoja opinia pomoże nam tworzyć lepsze treści dla Twojego dziecka!
Pytania do jutrzejszej rozmowy, które pomogą utrwalić przesłanie bajki:
– Dlaczego Lisek poszedł do Sówki Wiedzulki i czego dowiedział się podczas rozmowy?
– Jak myślisz, dlaczego warto się nie poddawać?
– Jakie rzeczy potrafisz teraz, choć kiedyś były dla Ciebie trudne?
Inspiracją do tej bajki były badania profesora Manu Kapura o produktywnej porażce które pokazują że błędy są ważnym etapem nauki.
Ta opowieść należy do kategorii bajek o rozwoju osobistym. Zobacz również nasze pozostałe bajki do czytania.