Letnie słońce wyskoczyło zza drzew z głośnym okrzykiem „AKUKU!”, budząc nawet najbardziej leniwe ślimaki w całym Lesie Mądrości. Zaspany chrabąszcz w piżamie spadł z gałęzi prosto na miękki mech, wykonując po drodze potrójnego fikołka. Tylko borsuk nadal smacznie spał, więc słoneczne promienie postanowiły połaskotać go po puszystym brzuszku.
Tymczasem kawałek dalej, na Pluskającym Bagienku, Żabka Fajtłapka kołysała się w małym pontonie, chlapiąc łapkami i podśpiewując swoją ulubioną piosenkę o złotych kamyczkach:
– Jeden dla mnie, dwa na lody, trzy do plecaka na długie przygody!
Po chwili wyskoczyła na brzeg i uniosła błyszczący, szklany słoik, który mienił się w słońcu jak mydlana bańka.
Fajtłapka zajrzała do słoika najpierw jednym okiem, potem drugim. Przechyliła go w lewo, w prawo i jeszcze raz spojrzała na samo dno.
– To niemożliwe… – mruknęła. – Na pewno były dwa kamyczki, a został tylko jeden!
Nie wierząc własnym oczom, postanowiła zajrzeć do słoika od środka. Wsunęła więc głowę przez otwór, ale kiedy chciała ją wyjąć, słoik ani drgnął.
– Ratunku! – zawołała, błąkając się po lesie. – Zostałam ogórkiem kiszonym!
Właśnie wtedy Lisek Dobrusek przechodził ścieżką z jabłkiem w łapce. Gdy zobaczył Żabkę, aż zatrzymał się ze zdumienia. Chwycił słoik i po chwili ostrożnego ciągnięcia zdjął go z głowy Fajtłapki.
– Żabko? Co ty robisz?
– Szukam kamyczków! To moja skarbonka! – oznajmiła dumnie Liskowi. – Zbieram na wielką trampolinę z Leśnego Sklepiku! Ale dziś… może kupię baloniki! Albo czekoladki! Albo… brokatowe okularki!
Dobrusek uniósł brwi, lekko zaskoczony.
– A trampolina? – zapytał cicho, przechylając głowę.
Fajtłapka machnęła łapką, jakby odganiała ważkę.
– Eee, to kiedy indziej! Trampoliny nie można zjeść! – zaśmiała się, po czym pobiegła w stronę Leśnego Sklepiku.
Przez kolejne dni Żabka codziennie coś kupowała – jednego dnia kolorowego lizaka, drugiego wiatraczek, a jeszcze innego naklejkę, która potrafiła mruczeć. Jej słoik błyszczał jak zawsze, ale w środku… nie dzwonił ani jeden kamyczek.
Pewnego ranka siedziała na brzegu bagienka, wpatrzona w dno pustego słoika.
– Co się stało? – zapytał Lisek, który właśnie przyniósł jej świeżo zerwany listek mięty.
– Ten słoik jest zepsuty… – jęknęła Fajtłapka, nie podnosząc wzroku. – Cały czas coś do niego wkładam, a w środku… NIC!
– Może nie słoik, tylko coś innego nie działa tak, jak trzeba? – powiedział Dobrusek.
– To, co robię nie tak? – spytała cicho, zrezygnowana Żabka.
Lisek spojrzał w stronę wielkiego dębu.
– Może Sówka będzie wiedziała, co zrobić? – zaproponował.
Fajtłapka lekko kiwnęła głową i ruszyli razem leśną ścieżką. W pachnącym mchem wnętrzu drzewa Sówka Wiedzulka w różowych okularach sortowała magiczne szkiełka do oglądania myśli.
Gdy usłyszała pukanie, odłożyła lupę i uśmiechnęła się do gości.
– Co was do mnie sprowadza?
Żabka pokazała jej pusty słoik i opowiedziała o znikających kamyczkach.
Wiedzulka zajrzała do środka.
– A jak myślisz, co by się stało, gdybyś przez siedem dni nic nie kupowała, tylko codziennie wkładała do słoika jeden kamyczek?
Fajtłapka przechyliła głowę.
– No… miałabym siedem kamyczków.
– A po całym miesiącu?
– Ooooo… wtedy to już bardzo dużo! – Oczy Żabki zaświeciły się jak dwa księżyce. – Ale jak niczego nie kupować, kiedy jest tyle ciekawych rzeczy?
Sówka uśmiechnęła się lekko i odparła:
– A co by się stało, gdybyś zamiast kupowania narysowała tę rzecz i schowała rysunek w sekretnym miejscu?
– W skorupkowym notesiku! To tam skrywam wszystkie swoje marzenia! – zawołała Fajtłapka.
Od tego dnia Żabka codziennie wkładała do słoika po jednym złotym kamyczku. Gdy kusiły ją brokatowe okularki albo cukrowe gwiazdki, które śpiewały piosenki, rysowała je na liściu i chowała do swojego notesiku marzeń.
Minął tydzień… potem drugi…
Aż pewnego ranka Fajtłapka z błyszczącym słoikiem pod pachą pomaszerowała do Leśnego Sklepiku.
Pszczółka Handlarzówka pomogła jej wybrać wymarzoną trampolinę.
– Zostało ci jeszcze kilka kamyczków. Co z nimi zrobisz? – zapytała.
– Zostawię je na później, przecież pojawi się jeszcze niejedno marzenie – odpowiedziała Żabka, aż jej czapeczka spadła z dumy.
Z trampoliną pod pachą wróciła w podskokach nad Pluskające Bagienko. Rozłożyła ją na miękkim mchu i skakała na niej przez całe popołudnie.
Dobrusek siedział obok i obserwował Fajtłapkę z uśmiechem. Gdy niebo zaczęło robić się różowe jak sok malinowy, a skoki stawały się coraz wolniejsze, Żabka usiadła obok niego i spojrzała na zachodzące słońce.
Lisek wyjął swój żółty pamiętnik i zapisał:
„Dziś nauczyłem się, że czasem warto poczekać, by mieć coś naprawdę wyjątkowego”.
Dobrusek pożegnał się z Fajtłapką i ruszył w stronę swojego domku. Świecące grzyby rozjaśniały mu drogę delikatnym blaskiem. Gdy dotarł na miejsce, wszedł do środka, ułożył się wygodnie w łóżku i po chwili zasnął, śniąc o wysokich podskokach na trampolinie, aż do samych chmur.
Podobała Ci się ta historia? Twoja opinia pomoże nam tworzyć lepsze treści dla Twojego dziecka!
Pytania do jutrzejszej rozmowy, które pomogą utrwalić przesłanie bajki:
– Dlaczego słoik Żabki ciągle robił się pusty?
– Czemu warto czasem poczekać, zamiast od razu wszystko wydać?
– Czy masz w domu swoją skarbonkę lub słoik na marzenia?
Inspiracją dla tej bajki były klasyczne badania psychologiczne prowadzone przez Waltera Mischela i jego zespół na Stanford University, znane jako „eksperyment z pianką marshmallow”
Ta opowieść należy do kategorii bajek o finansach. Zobacz również nasze pozostałe bajki do czytania.